Foodies – The Culinary Jetset

0

foodies2W ramach 6 Kuchnia+ Food Film Festiwal, który w tym roku miał już drugą edycję we Wrocławiu w Kinie Nowe Horyzonty, miąłem okazję zobaczyć film „Foodies – The Culinary Jetset”. Był to pokaz przedpremierowy, zakończony dyskusją restauratorów i blogerów/vlogerów. Dyskusją krótką ale na tyle ciekawą, że pojawi się osobny wpis tylko na tematy poruszane podczas dyskusji. Dziś kilka słów na temat samego filmu.

„Foodies – The Culinary Jetset” (polski tytuł „Uczta”) to dokument przybliżający ludzi, których pasją jest jedzenie. Nie zwykłe jedzenie codzienne tylko potrawy serwowane w najlepszych restauracjach świata. Film przedstawia sylwetki pięciorga przedstawicieli foodies:

  1. Andy Hayler – nieograniczone środki, chyba analityk, który napisał oprogramowanie dla branży naftowej, a teraz chciałby napisać coś podobnego dla branży kulinarnej. Jako jedyny jadł we wszystkich restauracjach, które zdobyły 3 gwiazdki Michelin.
  2. Aiste Miseviciute – Litwinka, wyjechała z domu w wieku 18 lat do Paryża by robić karierę modelki. Po zakończeniu kariery modelki poświęciła się podróżom kulinarnym bez reszty. Prowadzi bloga luxeat.com.
  3. Perm Paitayawat – urodzony w Tajlandii, syn właścicieli sklepu jubilerskiego, studiuje w Londynie dzieła Shakespeare’a. Jeździ po świecie i cieszy się, że są miejsca gdzie do 3-gwiazdkowych lokali można wejść w szortach.
  4. Katie Keiko – mieszka wciąż z rodzicami, każde zarobione pieniądze odkłada by móc odwiedzić kolejną ekskluzywną restaurację gdzieś na drugim końcu świata.
  5. Steven Plotnicki – były współwłaściciel wytwórni Profile Records, wydającej między innymi Run DMC. Sprzedał swoje udziały w 1998 r. i od tamtej pory poświęcił się jedzeniu w najlepszych restauracjach świata. Aktualnie właściciel serwisu prowadzącego ranking restauracji oparty na jego autorskim algorytmie bazującym na opiniach innych foodies z całego świata. Ma nadzieję, że jego ranking wyprze z rynku ranking Michelin.

Ludzi tych choć pochodzą z odmiennych krańców świata, kręgów kulturowych, różnych warstw społecznych i mentalnych łączy jedno – miłość do jedzenia w utytułowanych restauracjach. Są w stanie poświęcić wiele by tylko poznać nowe smaki, nowe pomysły, nowe inspiracje. Dodatkową cechą jaka łączy tych ludzi to fakt prowadzenia własnego bloga kulinarnego przy czym są to blogi typowo recenzenckie.

Z drugiej strony film ten pokazuje także relacje jakie pojawiają się pomiędzy foodies, a szefami kuchni w tych restauracjach. Część szefów kuchni szanuje foodies i traktuje bardzo poważnie ich opinię. Pojawiają się nawet głosy, że „skoro ten człowiek jadł w ponad 100 3-gwiazdkowych restauracjach to wie na temat jedzenia więcej ode mnie”. Co więcej część szefów kuchni jest w stanie modyfikować własną kartę dań uwzględniając opinię foodies. Dla drugiej grupy szefów znamienne jest zdanie jakie wygłosił jeden z nich zapytany czy uważa foodies są wpływowi – „z pewnością oni tak o sobie uważają”. To grupa szefów, którzy kwestionują jakiekolwiek prawo do oceniania ich pracy przez ludzi często bez kierunkowego wykształcenia, nie potrafiących ugotować najprostszych rzeczy itd. Szefowie Ci twierdzą, że skoro ktoś nie ma za sobą żadnych kulinarnych sukcesów, to bez znaczenia jest też jego opinia na temat tej czy innej kuchni.

Oczywiście pojawił się także wątek niezależności blogerów kulinarnych. Tu wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że nie przyjmują żadnych zaproszeń od agencji PR ani nie przyjmują oferowanych darmowych posiłków by móc pozostać niezależnymi. Jednocześnie pojawiły się głosy, że pomiędzy częścią z nich nawiązała się przyjaźń z szefami kuchni odwiedzanych restauracji i nie zawsze opinia na temat tego czy innego dania jest obiektywna.

Powiem szczerze, dla mnie ten film był zaskoczeniem. Z jednej strony po raz pierwszy usłyszałem o foodies i muszę powiedzieć, że od razu zapragnąłem żyć podróżując od jednej restauracji do drugiej… Chwilę później zdałem sobie sprawę, że żadnego z tych ludzi nie pokazano ani razu w otoczeniu rodziny, a przyjaciół mają na całym świecie i chętnie się z nimi widują… Od czasu do czasu… Być może to ochrona prywatności, być może smutna prawda, że prowadzić takie życie na dłuższą metę mogą tylko samotnicy. Coś co mnie jednak zaskoczyło jeszcze bardziej to wiara tych ludzi we własną nieomylność. To poczucie własnej wyższości nad najlepszymi szefami kuchni. Ja rozumiem, że mogę mieć wyrobiony gust i wieloletnie doświadczenie ale jak słyszę gdy starszy łysiejący pan poucza załogę restauracji to powiem szczerze trochę to słabe. Tym bardziej, że jedyne (?) co stoi za tym człowiekiem to jego czytelnicy… Największą jednak zaskoczką dla mnie był fakt ignorancji niektórych szefów kuchni – ja rozumiem, że mógł zadziałać mechanizm samoobrony, który każe nie przejmować się opinią jednego buca, który napisał, że jedno danie z mojej karty jest mega słabe ale hello… Mówimy o jedzeniu i tutaj niestety nie ma zasad! Jako Jan Kowalski mam prawo nie lubić pasztetu i mam prawo głośno o tym mówić w szczególności na swojej własnej stronie. Jeśli wokół tej strony zbierze się 1 mln osób, które nie lubią pasztetu, a ja napiszę że w restauracji X podano najgorszy z możliwych pasztetów to ten milion ludzi jeśli mi ufa, nigdy nie zajdzie do restauracji X. I MA DO TEGO PRAWO! Obrażanie się na Jana Kowalskiego albo w szczególności na jego czytelników jest śmieszne! Obrażanie samego Jana Kowalskiego jest po prostu burackie.

Jestem ostatnią osobą, która traktowałaby blogerów jak święte krowy i ostatnią osobą, która twierdziłaby, że każdy szef kuchni oddaje serce na talerzu swoim gościom. W tym filmie jednak ani jedni ani drudzy nie zdobyli mojej sympatii i powiem szczerze cieszę się, że znam blogerów kulinarnych, którzy nie mają tak poprzewracane w głowach i szefów kuchni, którzy potrafią gotować dla ludzi, a nie dla gwiazdek… 😉

Sam film jest wart zobaczenia bo nie często zdarza się spotkać w kinie film tak przystępnie pokazujący nowe zjawiska socjologiczne jakie pojawiają się na świecie i mają coraz większy wpływ na otaczająca nas rzeczywistość.

PS. Ostatnią cechą łączącą bohaterów to korzystanie ze sprzętu z jabłkiem… 😉