Podróż na sto stóp przez mękę.

4

hundred_foot_journey

JemRadio.pl Pawła Lorocha uznało własnie film „Podróż na sto stóp” Kulinarnym Filmem Roku 2014. No nie mogłem tego tak zostawić. Muszę powiedzieć, że absolutnie nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Owszem jest kilka ckliwych scen, jest nawet kilka scen z klimatem. Co więcej kilka razy się nawet uśmiechnąłem. Czy to wystarczy by ta dość jednak płytka i naiwna opowiastka została okrzyknięta Kulinarnym Filmem Roku? Przykro mi ale w moim najgłębszym przekonaniu absolutnie nie.

Dla tych co nie znają tego filmu powiem tylko, że jest to milutkie i przyjemne kino familijne. Historia pewnej hinduskiej rodziny, która zmuszona emigrować z Indii tuła się po świecie w poszukiwaniu miejsca gdzie mogliby osiąść na dłużej. Podstawowym kryterium wyboru miejsca są prawdziwe smaki z charakterem, oraz znak od nieżyjącej żony ojca rodziny. Odnajdują swoje miejsce we Francji i tu zaczynają się perypetie młodego hindusa, który zdobywał wiedzę kulinarną od swojej matki, pomagając jej w kuchni restauracji jaką prowadzili w Indiach. Mamy okazję obserwować zderzenie kuchni francuskiej, wysublimowanej, pełnej tradycji i uświetnionej gwiazdkami Michelin z oryginalną, domową kuchnią hinduską. Na to wszystko nakładają się oczywiście także różnice kulturowe i jak przystało na dobre kino familijne wielopokoleniowy wątek romantyczny.

Nie ma w tym filmie jednak niczego co mogłoby mnie w jakikolwiek sposób porwać. Lubię kuchnię francuską i lubię kuchnię hinduską! A jednak ani razu mi nie pociekła ślinka kiedy ten film oglądałem (no może raz, na widok lokalnych warzyw i serów podanych na wielkiej desce przez młodą Francuzkę). Oczekiwałem zderzenia klasyki i elegancji z feerią kolorów i smaków. Spodziewałem się wartkiej akcji, a tu emocje jak na grzybobraniu. Nastawiłem się na gorące kuchenne emocje, a spotkałem ciepłe kluchy bez smaku i wyrazu. Już opisywany przeze mnie Chef jest dużo bardziej wart poświęcenia chwili w niedzielne popołudnie choć to także nie jest kino kulinarne. Jest przynajmniej akcja, są emocje, jest porywająca muzyka i klimat, który powoduje, że masz ochotę kupić foodtrucka jeszcze dziś. A jeśli szukasz kina kulinarnego w prawdziwym wydaniu to polecam zeszłoroczny „Foodies”. Nie zawiedziesz się na bank.

Podsumowując, jeśli szukasz ciepłego kina familijnego z gotowaniem w tle ale masz ochotę na pełen chillout to od biedy możesz ten film zobaczyć. Równie dobrze możesz zobaczyć „Dobry rok’, „Pod słońcem Toskanii” itd. osobiście uważam te tytuły za dużo lepsze niż rzeczona „Podróż na sto stóp”.