Dzika kuchnia – szkice z warsztatów

0

Widok

W lesie? Bez tytanów jeść? Jak kurwa jakiś dziki..?

Porcelain

Pewnego jesiennego wieczora siedząc przy komputerze i szukając czegoś zupełnie innego zawędrowałem na stronę Łukasza Łuczaja gdzie znalazłem informację, że na warsztatach dzikiego gotowania są jeszcze ostatnie dwa wolne miejsca. Przez głowę przebiegła mi myśl – a może by pojechać? Wszakże od dawna wybierałem się do Łukasza na warsztaty tylko jakoś zawsze coś innego wypadało. Szybki mail do Łukasza z pytaniem czy faktycznie są jeszcze wolne miejsca. Po chwili dostaję odpowiedź – jasne że są, zapraszam! Chwila zastanowienia się czy na pewno mam czas by pojechać. Cóż, jest kilka spraw do załatwienia ale jakoś dam radę. Potwierdzam Łukaszowi moją decyzję, reguluję należność za warsztaty. No to trzeba by wymyślić jak tu się dostać na miejsce. Sprawdzam rozkład jazdy pociągów – czasy przejazdów koszmarnie długie. Może samolot do Rzeszowa? Niestety, nie było nic w przystępnej cenie. Szczęśliwie skojarzyłem, że dobry znajomy mieszka w Rzeszowie. Dzwonię – Kamil, jak się najlepiej dostać do Rzeszowa? Busem – pada odpowiedź – zaraz wyślę Ci linki. Sprawdzam ofertę busów, okazuje się że najlepiej będzie dostać się do Krosna i stamtąd PKS do Rzepnika. No to jadę! I tak busem, nocą z piątku na sobotę wybrałem się w podróż do Krosna. Na miejscu byłem około 5:40, a o 6:10 miałem autobus z Krosna do Rzepnika. Krosno o tej porze było jeszcze w głębokim śnie, tylko kilka osób grzało się w dworcowej poczekalni. Idę na stanowisko nr 9, skąd odjeżdża PKS do Rzepnika. Na ławce siedzi owinięta w śpiwór dziewczyna – może do Łukasza na warsztaty? Tak, Ty też? No pewnie, miło poznać. Do Rzepnika dojechaliśmy starym Autosanem, poza nami jechały jeszcze dwie osoby, które wysiadły po jakiś 2 przystankach. Podróż upłynęła nam na rozmowie i kiedy znaleźliśmy się w Rzepniku zaczęło świtać.

Wysiedliśmy na przystanku koło cerkwi, która co ciekawe cerkwią już nie jest a kościołem rzymsko-katolickim. Dom, w którym będziemy mieszkać stoi tuż obok. Stukamy do drzwi, niestety jeszcze nikt nie wstał i jest zamknięte. Nic to, posiedzimy przy kręgu ogniskowym. Przy kręgu okazje się, że za domem pod płachtą rozbił się Wolfshadow, autor bloga Człowiek w lesie. Czekając na przebudzenie się śpiochów i Łukasza oddaliśmy się pogawędce racząc się przy tym herbatą z termosu. Po niedługim czasie pojawił się Łukasz, a i ekipa z domku powstała. Chwilę poświęciliśmy na poznanie się, omówienie planów na sobotę i wybraliśmy się po śniadanie. Na śniadanie były placki z mąki, jajek wody i żywokostu lekarskiego. Po śniadaniu wybraliśmy się na poszukiwanie obiadu – trafiły się kłącza czyśćca, bulwy topinamburu oraz liście rzepaku. Z zebranych darów Łukasz, przy pomocy Kasi i naszej, przygotował na oleju frytki z czyśćca, zupę łagodną i ostrą z ostrożenia łąkowego, pokrzyw, bulw topinamburu, grzybów oraz z dodatkiem ryżu. W roli smakołyków wystąpiły prażone mrówki, wije, jakaś larwa oraz gotowane żołędzie, a także chipsy z bulw topinamburu. Przed kolacją wybraliśmy się ponownie na spacer w poszukiwaniu pokrzywy do makaronu z orlicy oraz tarninę na kompot. Szczególną atrakcją kolacji była kotewka orzech wodny, jednak z uwagi na to że skorupy były lekko nadgniłe to zapach i smak był dość oryginalny. Przegryzkę stanowiły gotowane cebule lilii i siekane liście rzepaku. A wieczór, jak to wieczór upłynął na długich rozmowach i opowieściach przy herbacie.

Drugi dzień rozpoczął się od poszukiwania wrotycza pospolitego i krwawnika pospolitego do jajecznicy. Po śniadaniu wybraliśmy się ponownie w poszukiwaniu kłączy czyśćca błotnego, pałki wodnej, tataraku owoców dzikiej róży oraz liści podbiału. Z zebranych roślin przygotowaliśmy curry z kłączami czyśćca błotnego, plasterkami topinamburu, wyką ptasią, żołędziami, cebulą, grzybami, papryczką i z makaronem ryżowym. Na przekąskę były chipsy z bulw topinamburu oraz pieczone kasztany jadalne. Ponadto skosztowaliśmy nastawionego w sobotę napoju tarniny. Po chwili sjesty zabraliśmy się za przygotowanie gołąbków z farszem z ryżu, kiszonych liści czosnku niedźwiedziego i kiszonych rydzy zawijanych w liście podbiału. Do tego przygotowany został ketchup z dzikiej róży. Na deser przygotowane zostały cukierki z tataraku, korzeń pasternaku zwyczajnego i gotowane kłącza pałki szerokolistnej (rdzenie). Ponadto mieliśmy sposobność spróbowania naparu z lipy, czarnych orzechów oraz zapoznania się z fachową literaturą – polską i zagraniczną, w tym chińską (!).

Szybko, aczkolwiek intensywnie warsztaty się zakończyły i czas było powrócić do domu, na szczęście tym razem samochodem ze znajomym. Na trasie było pusto i nic nas nie zaskoczyło więc około 3 w nocy byliśmy na miejscu.

Jak można podsumować warsztaty? Przede wszystkim wrażenie wywiera ogromna wiedza Łukasza, a także łatwość jej przedstawiania i okraszania opowieści niezliczonymi ciekawostkami czy anegdotami. Pomimo krótkiego czasu trwania warsztaty były bardzo intensywne i mieliśmy sposobność poznania dużej ilości dziko rosnących roślin, które można znaleźć tuż „przy drodze” oraz sposobów ich przyrządzania. Dla kogo są takie warsztaty? Dla każdego, kto w jakikolwiek interesuje się tą tematyką. Na tej edycji warsztatów byli między innymi informatycy, mechanik, artysta plastyk, student etnologii, doradca zawodowy. U każdego źródło motywacji było zupełnie inne. Każdy, niezależnie od tego zaawansowania znajomości problematyki, znajdzie coś dla siebie. Zarówno początkujący, jak i stare wygi.

A na zakończenie dwa przepisy do samodzielnego przyrządzenia – przepisy na jedną osobę.

Frytki z czyśćca błotnego:

  • duża garść bulw czyśćca błotnego,
  • 3-4 cebulki czosnku niedźwiedziego lub 2 ząbki czosnku,
  • sos sojowy,
  • olej,
  • sól i pieprz do smaku.

Bulwy czyśćca i czosnku dokładnie umyć. Następnie pokroić na drobne plasterki. Na patelni rozgrzać olej i dodać kilka kropli sosu sojowego. Wrzucić czosnek na kilka sekund i dodać czyściec. Mieszać do czasu zarumienienia na brzegach. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Jajecznica z wrotyczem:

  • 2-3 jajka,
  • 2 łyżeczki drobno siekanego wrotycza,
  • sól i pieprz do smaku.

Na patelni roztopić odrobinę masła. Na to wrzucić wrotycz na kilka sekund i wbić jajka. Mieszając doprawić do smaku solą i pieprzem. W zależności od preferencji podawać jajecznicę mniej lub bardziej ściętą. Smakuje wybornie z uprzednio upieczonymi podpłomykami. Mała tylko uwaga – wrotycz jest dość aromatyczny i należy dawkować go ostrożnie.

Podziękowania dla Wolfshadow za pomoc w przygotowaniu tekstu.