Jadalny balkon i tire potatos

0

balkon_Paryz_a

A było to wtenczas, gdy pani Nowicka dzieliła ziemię po ogórkach i pomidorach w ogrodzie szkolnym i dawała do uprawy zespołom na bieżący rok szkolny. No i zdarzyło się, że tego dnia ludzie z paczki Kaflarzy znów byli na wagarach i zabrakło dla nich ziemi. Dopiero potem, gdy jęczeli i skarżyli się na niesprawiedliwość, jaka ich spotkała, pani Nowicka z litości przydzieliła im doniczki na pierwszym piętrze, te po pelargoniach, co uschły w czasie wakacji, i od tego czasu przezywano ich Małorolnymi w odróżnieniu od Obszarników, którzy mieli prawdziwe grządki.

Było to przezwisko pogardliwe i szydercze, ale wkrótce, o dziwo, stało się symbolem energii i zaradności. Okazało się bowiem po raz n-ty, że Kaflarze noszą głowy nie od parady i nawet z małorolności potrafią wyciągnąć zyski. Od razu wpadli na pomysł, żeby w tych trzydziestu donicach „pędzić” natkę pietruszki i zakontraktować ją dla stołówki szkolnej. W słonku babiego lata, za szybą od południowej strony, w próchniczej ziemi, w wilgoci, chuchane i podlewane rosło „toto” jak diabli. Po trzech tygodniach, gdy w ogrodzie na otwartych grządkach zamierało już życie, Małorolni zrobili pierwsze postrzyżyny natki i opylili cały zbiór stołówce. Poszła wprawdzie fama, że wymusili na kucharce ten zakup szantażem, grożąc, że wrzucą jej do kotła mysz, a na dodatek dwa mydełka „Bambino”, ale oni dementowali te oszczerstwa wyjaśniając, iż cała tajemnica transakcji polegała na jakości towaru, konkurencyjnej cenie, jej dogodnych warunkach dostawy loco kuchnia. Dlatego i tylko dlatego była to oferta nie do odrzucenia. Po trzech zbiorach naci nawet najbiedniejsi z paczki byli podobno tak nadziani, że jeździli taryfą na wagary.

Nieziemskie przypadki Bubla i Spółki. E. Niziurski –

Co to ma wspólnego z jadalnym balkonem i tire potatos? Otóż bardzo wiele ale o tym zaraz. Mieszkam na starym Ursynowie, na którym to spółdzielnie mieszkaniowe oddały we władanie skrawki trawnika mieszkającym na parterach. Efektem tego są różnej maści ogrody, ogródki, gąszcze i inne krzuny. No i oczywiście konkursy na najpiękniejsze ogrody i balkony. Sąsiadki zawzięcie konkurują i zgłębiają tajniki uprawy petunii, nagietków lub innych pelargonii. Przyglądając się ich poletkom moją uwagę zwróciło, że nigdzie nie było zwykłej marchewki, pietruchy, czy choćby zwykłego czosnku. Ani chybi kryzysu nie ma i uprawą rzodkiewki zajmują się tylko hipsterzy i działkowicze za miastem. O przepraszam, hipsterzy uprawiają jarmuż, a jeśli nawet rzodkiewkę to tylko po to żeby z liści pesto zrobić. Cóż w tym dziwnego? Ano to, że człowiek pojedzie do takiego Paryża albo do Anglii a tam niemal na każdym balkonie, parapecie coś rośnie. W takiej Anglii to nawet przydomowe ogródki w warzywniaki zamieniają. Przyznam, że temat ten jakoś jednak szczególnie mnie nie zajął, aż do momentu gdy niedawno w pewnym sklepie oferującym przecenione rzeczy z Anglii trafiłem na książkę autorstwa Alex Mitchell The edible balcony (Jadalny balkon). Książka ta to niby tylko 160 stron. Znajdziemy w niej jednak najważniejsze informacje jak rozpocząć i prowadzić uprawę roślin jadalnych na własnym balkonie albo na parapecie za oknem. Buraki, sałata, roszponka, fasola, chilli, maliny, truskawki? A dlaczego by nie?! Ogranicza Was tylko wyobraźnia i warunki stanowiska uprawy. Ponadto, w swej książce Alex opisuje jakie rośliny sprawdzą się w ciepłym klimacie, a jakie w chłodnym i zacienionym miejscu. Warto poświęcić temu szczególną uwagę by nie być rozczarowanym, że pomarańcza przemarzła po zimie. Z książki dowiemy się też o zagrożeniach czyhających na rośliny oraz sposobach ich zwalczania – choroby i szkodniki, Znajdziemy w niej też kilka ciekawych przepisów. Nade wszystko, w książce znajdziemy wiele praktycznych porad, np. jak przy małym budżecie nie wydać majątku na doniczki. Jecie jogurty, śmietanę? Możecie wykorzystać pojemniczki po nich na doniczki. Puszka po oliwie? Kolejny praktyczny pomysł. W piwnicy leżą stare opony od roweru? Będą wyśmienite na ziemniaki albo modny ostatnio topinambur aka tire potatos/topinambur. Nieco więcej o tym patencie możecie przeczytać na blogu mojego starego kumpla Wysza. Czosnek niedźwiedzi też świetnie w tym się odnajdzie. Kawałek starej rynny przymocowany do ściany będzie wyborny na sałatę lub roszponkę. Niezbyt duży balkon – wykombinuj od znajomych starą drabinę, na szczeblach połóż deski i będziesz miał kaskadową donicę. W ogóle nie masz balkonu – spójrz na zdjęcie na górze notki. Wciąż jesteś pewien, że nic się nie da zrobić? Nieprzypadkowo też ta notka pokazuje się z początkiem grudnia. To dobry miesiąc na zaplanowanie uprawy, ogłoszenie wśród znajomych o zbieraniu pojemników po jogurtach, zakup nasion. To też dobry czas na przygotowanie się do wysiewu nasion do przygotowania sadzonek, które z wiosną wystawimy na dwór.

Po co nam te partyzantki miejskie sadzące rośliny pod osłoną nocy na trawnikach! Zaanektujmy nasze balkony i parapety. Niech zazielenią się ziołami i sałatą! Niech zaczerwienią się burakiem, zakwitną topinamburem i czosnkiem niedźwiedzim! Podajmy gościom na imieninach sałatę jarzynową z własnych roślin. Zamiast clothing swap zorganizujcie się w kooperatywę i zróbcie seed swap! Niech dzieci chrupią własnoręcznie wyhodowaną rzodkiewkę. Notabene, uprawa roślin jest fantastycznym zajęciem dla dzieciaków, uczącym ich odpowiedzialności, cierpliwości i oczekiwania na odroczony sukces.

Na zakończenie przyznam się, że jest temat który jeszcze bardziej mnie ciekawi – pszczele pasieki na dachach. O tym też pisze Alex, postaram się zgłębić ten temat i przybliżyć w kolejnym z tekstów.

Więcej informacji o książce Alex znajdziecie na jej stronie, a tymczasem możecie zobaczyć ogród Alex: