Operacja „Ś”

2

Śniadanie w KampinosieJuż od soboty miej wszystko w nosie!
Zbieraj kanapki i czaj w termosie.
Zamiast się kisić we własnym sosie,
Trop z nami łosie po Kampinosie!!!!
– Świat według Musz –

Sobotni poranek, 7.00, niedospanie po całym tygodniu, taksówka – podaję hasło, zgadza się, jadę do centrum. Tam spotykam się z M. i A. Zmiana wozu, A. patrzy się na mnie i na M. – po co Wam te plecaki? No w końcu czasem trzeba przewietrzyć sprzęt, a nie tylko trzymać go w szafie. Po drodze wpadamy do Hali Mirowskiej po kiełbadrona:
– Dzień dobry, jakąś dobrą kiełbasę na ognisko/grilla Pan ma?
– Na grilla? Aaa cieplej się zrobiło to jedziecie na grilla?
– (rzeczywiście cieplej, nie – 5 tylko +1, aura idealna na grilla)

Śniadanie w Kampinosie

Sobota rano czyli pusto na drodze, szybko docieramy do Kampinosu. Samochód zostawiamy na parkingu i w las! Już na samym początku trafiamy na parę łosi. Nawet pozwoliły się nieco podejść. Pech chciał, że akurat nie zabrałem teleobiektywu. Kampinos uraczył nas pustką, ciszą, czasem tylko słychać było pracę dzięcioła. Powłóczyliśmy się od drzewa do drzewa przez jakieś dwie godziny i zajęliśmy pozycję aby wykonać cel operacji „Ś”, znaczy wtranżolić kiełbadrona w najlepszej restauracji na świecie – w lesie. Mimo, że drewno było nieco zmrożone dość szybko roznieciłem ogień w kuchence ekspedycyjnej by Survivaltech (z angielska zwanej hobbo stove). Na pierwszy ogień poszły frankfuterki. Uwielbiam je przede wszystkim za smak, który idealnie komponuje się z dymnym aromatem ogniska. W połączeniu z wędzonym sosem HP i ciabatta to zestaw idealny.

Śniadanie w Kampinosie

Śniadanie wiadomo, że bez herbaty się nie obejdzie – odpalamy zatem turbo-czajnik – Kelly Kettle (KK). Genialny wynalazek irlandzkich rybaków!

Należy mu się w tym miejscy kilka słów opisu aby zrozumieć jak to cudo działa. Moja wersja czajnika wykonana jest z aluminium. Ścianki są podwójne i pomiędzy nie wlewana jest woda. Podstawkę należy ustawić na płaskiej powierzchni otworami w kierunku przeciwnym do kierunku wiatru. Kiedy ogień rozpali się można podstawkę ostrożnie przestawić otworami w kierunku wiatru. Tym samym można regulować moc ognia poprzez ustawienie otworów podstawki względem wiatru, a przez to regulację ciągu. Następnie, na podstawkę stawiamy KK. Ogień rozpalony w podstawce ogrzewa wodę równomiernie na dużej powierzchni dzięki czemu w przeciągu 3-6 minut otrzymujemy wrzątek. Kelly Ketlle pali w zasadzie na wszystko co jest palne, a szybkość zagotowania wody zależna jest od wydajności użytego paliwa. Osobiście używałem z powodzeniem kępek wysuszonej trawy, gałęzi, węgla do grilla, gazety i kartonu. Nie należy rozpalać zbyt dużego ognia w podstawce. Raz, że nie ma takiej potrzeby. Dwa, że woda bardzo szybko się gotuje i może wykipieć. A po co tracić cenny wrzątek? Używając KK należy zachować szczególną ostrożność uzupełniając paliwo. Dodaje się je przez otwór komina, z którego wydobywa się najczęściej gorące powietrze lub ogień. Stąd istnieje ryzyko oparzenia lub zapalenia ubrania. Nie wolno nigdy gotować wody gdy wlew zatkany jest korkiem. Korka należy używać wyłącznie gdy przenoszona jest w czajniku zimna woda, w kierunku ujęcie wody – miejsce biwaku. W domu czajnik powinien pozostać otwarty, osłonięty jedynie pokrowcem. Nie wolno też ściągać czajnika łapiąc za komin, bo można poparzyć sobie łapska. Czajnik ściąga się poprzez złapanie uchwytu i ustawieniu go pod katem 90 stopni asekurując przy nalewaniu korkiem na łańcuszku. Należy także pamiętać, że czajnik można używać wyłącznie na wolnym powietrzu. Nie powinno się używać go w namiocie czy nawet przedsionku, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.

Fajny jest prawda? Byłbym zapomniał, KK daje też +50 do lansu i możliwość przynależności do tajemnego stowarzyszenia KKK (Kelly Kettle Klan).

Tu też historia w zasadzie się kończy. Herbata wypita, czas się jeszcze trochę przejść i wracać. To tylko śniadanie w lesie. Następnym razem na dłużej.