Śmierć dietetyka

0

Nie mam pojęcia, dlaczego jakiś koleś przyniósł słoik masła orzechowego na koncert.

Iggy Pop

Masło orzechowe kojarzone jest u nas głównie z USA. Tam, za wielką wodą, jest to produkt pierwszej potrzeby. W Polsce masło orzechowe wciąż chyba jest jednak kojarzone z ekscentrykami kulinarnymi lub, coraz częściej, ze sportowcami. No bo jak, słone na kanapce? Słone to mięso, ser. Krem powinien być słodki. Wokół masła orzechowego narósł też mit o jego niezdrowości. Owszem, nadużywanie nie będzie dobre ale ostatnio wraca do łask dietetyków i trafia do diet sportowców. Trzeba tylko wiedzieć kiedy i jak można je spożywać. W tym wpisie postanowiłem jednak doprowadzić do ataku serca kilku dietetyków. Nim do tego dojdzie nieco jeszcze historii o maśle orzechowym. Twórcą masła był dr John Harvey Kellogg, amerykański lekarz. Zarządzał sanatorium, gdzie w leczeniu stosował dietę, lewatywy oraz gimnastykę. Ponadto, kuracjuszom podawano płatki kukurydziane, których również był wynalazcą. Wraz ze swym bratem Willem Keithem Kelloggiem, rozpropagowali skutecznie wśród amerykanów wynalezione przez siebie kukurydziane płatki śniadaniowe oraz masło orzechowe, wpływając trwale na zmiany dietetyczne w typowym amerykańskim śniadaniu, którego podstawą było klasyczne brytyjskie śniadanie – mięso i jajka. Ciekawostką jest fakt też, że Kellogg był również zagorzałym przeciwnikiem masturbacji. Swoje poglądy w tym zakresie opublikował w książce „Leczenie z samogwałtu i jego konsekwencji”. Pomyślelibyście, że za płatkami Kellogg’s i masłem orzechowym stoi masturbacja i lewatywa?

Ochota na masło orzechowe chodziła za mną już od dłuższego czasu. Na początku miałem ochotę zrobić tylko masło do smarowania lub koktajli. Przeglądając Internet trafiłem przypadkiem na przepis na tartę orzechową z krakersami i precelkami, na www.mojewypieki.com. Od razu widziałem, że to jest to! Słodki, słony, gorzki – idealne połączenie smaków. Kruchy, gęsty i kremowy – idealne połączenie faktur i konsystencji. Do tego banalnie proste do wykonania. Oczywiście, dodałem do oryginalnego przepisu coś niecoś od siebie.

Po pierwsze, sam zrobiłem masło orzechowe. Około 220 g niesolonych orzeszków ziemnych wymieszałem z łyżką oleju z orzechów laskowych (może być inny olej orzechowy), dodałem nieco soli morskiej i uprażyłem je w piekarniku (180 stopni Celsjusza, 10-15 min.). Orzechy prażymy wedle uznania. Im bardziej je przyrumienimy, tym bardziej intensywny będzie smak. Zalecam jednak ostrożność by nie spalić orzechów. Podczas pieczenia orzechy mieszamy dwu-trzykrotnie. Trudno mi określić ile dokładnie dodać soli, trzeba do tego dojść indywidualnie. Zawsze można dodać nieco więcej soli w kolejnym etapie, którym jest zmiksowanie na gładką pastę orzechów z 6-10 łyżkami oleju orzechowego. Ilość oleju regulujemy obserwując masę, dodajemy go stopniowo aby jej zbytnio nie rozrzedzić. Rzecz jasna, orzechy z olejem miksujemy po ich ostygnięciu.

Kolejny etap to „ciasto”. Do jego wykonania potrzebna jest paczka 180-200 g krakersów, 140 g masła orzechowego i 50 g brązowego cukru. Na sam przód blendujemy krakersy na proszek, następnie łączymy je z masłem i cukrem. Po połączeniu składników masa przypomina ciężki, mokry piach, taki z którego robi się babki na plaży. Masą wykładamy formę, najlepiej taką z wyjmowanym dnem lub na papierze do pieczenia, pieczemy około 10 min. w temperaturze 180 stopni Celsjusza. Po upieczeniu pozostawiamy do całkowitego wystygnięcia.

Oczekując na wystygnięcie ciasta możemy spokojnie zająć się infuzowaniem śmietany tytoniem. Postępujmy zgodnie z przepisem na trufle z tytoniem i również używamy 200 g śmietany 36%. Odstawiamy śmietanę i szykujemy krem z masła orzechowego. Będziemy potrzebować 180 g serka kanapkowego (bez żadnych dodatków!), 75 g masła orzechowego, 100 g cukru pudru. Serek z cukrem miksujemy na gładką masę, następnie dodajemy stopniowo masło orzechowe. Warto, żeby składniki na krem były w temperaturze pokojowej, łatwiej będzie je połączyć.

Kiedy ciasto ostygło, a śmietana przeszła tytoniem, to w małym garnuszku topimy 200 g gorzkiej czekolady i dodajemy solidną łyżkę ekstra ciemnego kakao. Odczekujemy chwilę i łączymy czekoladę ze śmietaną. To w zasadzie wszystko, pozostaje tylko szybko nałożyć krem z masła na ciasto, na to gęstniejącą czekoladę i znów pozostawić od ostygnięcia, udekorować preclami, wstawić do lodówki do pełnego stężenia masy. Tarta do spożycia jest najlepsza następnego dnia. Podawać małe porcje, sugeruję kwadraty 5×5 cm. Większa porcja zabije, nie tylko dietetyka. Kalorie niech wyliczą odważni. Nie chcę znać wyniku.

tarta

Konsumpcję tarty polecam wraz z filmem od dr Kelloggu „Droga do Wellville” (Road To Wellville, 1994). W roli głównej sam Antony Hopkins. Do kompletu brak tylko dobrej kawy.