Sałatka w płynie aka gazpacho

0

Gazpacho to słynna na całym świecie andaluzyjska zupa. Właściwie to nikt tak naprawdę nie wie kiedy i jak powstała. Jedni twierdzą, że została ona przewieziona przez Maruów, którzy jedli jako zupę paćkę z chleba, oliwy i wody, a wszystko to dobrze doprawione czosnkiem. Inni z kolei twierdzą, że gazpacho introdukowali Rzymianie, którzy do podobnej polewki dodawali jeszcze ocet winny. Cała reszta należy do Andaluzyjczyków, którzy zaczęli eksperymentować dodając różne warzywa. Początkowo, znaczy jakoś w okolicach VIII wieku, rzecz jasna nie miksowali tego wszystkiego w blenderze, a szatkowali na drobne kawałeczki i ucierali w sporych rozmiarów moździerzu.

Jaka by historia nie była prawdą jest, że zimne gazpacho jest najlepszą zupą na upał jaką człowiek wymyślił. Moim zdaniem przebija każdy chłodnik. Mając kresowe korzenie to właściwie nie powinienem tego pisać, ale cóż począć gdy fanem chłodników nie jestem. Gazpacho za to wielbię pasjami.

Przepis na gazpacho jest banalnie prosty. Potrzebujemy kilogram pomidorów. Najlepiej dojrzałych, mięsistych, z małą ilością pestek. Do tego pół papryki, połowę długiego ogórka lub trzy małe ogórki gruntowe, ćwiartkę cebuli. Pomidory wyparzamy, obieramy ze skórki, pestki wybieramy i wyrzucamy. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera, dodajemy do tego cztery łyżki oliwy z oliwek, łyżkę octu winnego, łyżkę soku z cytryny, sól, pieprz i wszystko razem miksujemy. W zależności od preferencji można zmiksować gazpacho na idealnie gładką masę, bardziej jednak polecam zostawić nieco niezmiksowanych fragmentów warzyw. Ewentualnie można później, przed podaniem, wrzucić trochę pokrojonej na drobno papryki lub ogórka. Kiedy gazpacho jest gotowe wstawiamy do lodówki i porządnie schładzamy. Jeśli nam się śpieszy można wstawić do zamrażalnika. Ciepłe gazpacho jest paskudne, musi być zimne i tyle. No chyba, że robicie gazpacho tostado, które jest podawane na ciepło, z dodatkiem soku pomarańczowego lub pomarańczy.

Co jeszcze można dodać do gazpacho? To widoczne na zdjęciu jest bardziej zielone niż czerwone gdyż dodałem garść jarmużu. Do tego feta i oliwki. No i bagietka oczywiście. Można też dodać nieco wędzonej ryby, ale bardziej pstrąga lub sardynkę niż łososia, który trochę się zgubi ze smakiem. Odrobina posiekanej bazylii, rukoli lub natki pietruszki też będzie pasować. Posiekany w paski seler naciowy albo prażone pestki dyni też się odnajdą w tonacji smaku. Byłbym zapomniał! Gazpacho nie istnieje dla mnie bez chilli i solidnej porcji hiszpańskiej wędzonej papryki, a gdy mam marynowane wędzone chipotle to osiągam niemal pełnię szczęścia. Pełnię osiągam gdy w gazpacho znajdzie się nieco tequili 😉

Buen Provecho!

gazpacho